Teatr jest aktywną refleksją nad samym sobą

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
30 maja 2012

Teatr jest aktywną refleksją nad samym sobą.

Novalis

Szymon Bogacz napisał sztukę, która zawiera w sobie tyle prawdy o ludziach i rzeczywistości w jakiej żyjemy, że każdy czytelnik/widz potrafi odnaleźć siebie i swoje myśli. Bohaterowie „W imię Ojca i Syna” są swoistymi źródłami postaw i cech ludzkich, których nie brak we współczesnym – ale czy tylko? – świecie. Ciekawym jest fakt, że to właśnie postacie Ojca i Syna, tak różne, a tak podobne skłaniają do refleksji nad pytaniem, który z nich jest bardziej podobny do nas?

Piotr Ziniewicz, reżyser sztuki w Teatrze im. Stefana Żeromskiego w Kielcach zmierzył się z tekstem w dość nietypowy, a jednak przystępny dla widza w każdym wieku sposób. Otóż połączył on ze sobą klasyczne formy wyrazu z tymi nieco eksperymentalnymi. Przykład? Monologi Syna (w tej roli ciekawy Andrzej Plata) nie są nudnymi, długimi wypowiedziami, ponieważ połączono je z uprzednio nagranym tekstem, odtworzonym przez nagłośnienie. Stwarza to wrażenie rozmowy z samym sobą, co nadaje dynamizmu całej dramaturgii. Do tego Plata wygłaszając swoje monologi staje zawsze w tym samym miejscu, zwracając się wprost do publiczności. W ten sposób nawiązuje się nić porozumienia między widzami, a aktorem. Słuchamy opowieści Syna, widząc oczami wyobraźni wydarzenia, o których mówi. Śmiejemy się i wzruszamy, podczas gry aktor stoi z ręką w kieszeni, drugą żywo gestykulując. Jakby wyszedł na chwilę ze swojej rzeczywistości odsapnąć i opowiedzieć dowcip pierwszemu lepszemu słuchaczowi.
Po tych wypowiedziach przychodzi czas na wspomnianą rzeczywistość, w której Syn egzystuje. Musi zmierzyć się z duchami przyszłości – przyjechał do rodzinnego domu z powodu śmierci Ojca. Ojca, z którym nie miał od dłuższego czasu kontaktu. Aż do dnia, kiedy tuż przed śmiercią zadzwonił i poprosił o przyjazd Syna, ponieważ coś dla niego ma…
Edward Janaszek jako Ojciec jest rewelacyjny. Rzuca srogie spojrzenia , zaciska usta, a za chwilę słyszymy jego gromki śmiech. W zestawieniu z „trupią” naturą tej postaci daje to świetny efekt utrzymany w konwencji „czarnego humoru”. Oczywiście ów komizm nie wyklucza prawd jakie niesie ze sobą relacja między nim, a Synem. Prawd, które na co dzień tabu zostają na scenie obnażone. Być może dlatego niektóre fragmenty rozmów wyciskają łzy z oczu? Czyż nie każdy z nas ma za co nienawidzić i kochać swoich rodziców? Dlatego też po spektaklu może obudzić się u niektórych widzów dziwne wrażenie. Deja vu?
Właśnie dlatego sztukę tę należy zobaczyć. Nie zważać na niedociągnięcie w postaci miałkiej postaci Żony (Aneta Wirzinkiewicz), nie zrażać się rubasznymi pogawędkami z ceremonią pogrzebową w tle. Bo „W imię Ojca i Syna” właśnie przez użycie kontrastów, nowych rozwiązań w przekazie i znakomitej reżyserii aktorów jest przedstawieniem intrygującym i zapadającym w pamięć.

Szymon Bogacz W imię ojca i syna, reżyseria Piotr Ziniewicz. Premiera w Teatrze im.S.Żeromskiego w styczniu 2011 r.

Autor: Karolina Nieckarz