Sługa Dwóch Panów

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
30 maja 2012

Sługa Dwóch Panów – to XVIII wieczna komedia Carlo Goldoniego, do której odwołał się współczesny dramaturg Peter Turrini. Zmieniony został czas akcji i wprowadzono nowe postacie (Arlekin, Reporter, Chińczycy) i to właśnie tę wersję sztuki postanowił zrealizować na scenie kieleckiego teatru Bartłomiej Wyszomirski (m.in. reżyser „Antygony”). Nasuwa się pytanie: z jakim skutkiem?

Na tle weneckiego karnawału – czasu zabawy i rozpusty rozgrywa się historia-tragedia żołnierza (Dawid Żłobiński), który właśnie powrócił z wojny i jest zwyczajnie… głodny. W zasadzie przez przypadek dochodzi do ubrania przez niego stroju arlekina, a po chwili człowiek ten staje się sługą niejakiego Federico Rasponi (Aneta Wirzinkiewicz), którego płeć i seksualność są co najmniej zastanawiające. W tym czasie na salonach weneckich trwa zabawa z okazji ostatniego dnia karnawału. Tak też jest i u kupca Pantaleone (Mirosław Bieliński), który ma wydać swoją córkę Clarę za Silvia Vendraminiego (Dagna Dywicka + Michał Węgrzyński), syna niejakiego Dottore (wzbudzający sympatię Łukasz Próchniewicz). Jakież jest ich zdziwienie, gdy na balu pojawia się pan Rasponi – notabene zamordowany 3 miesiące wcześniej – i upomina się o zagadkowe 5 milionów jak i (podobno) obiecaną rękę Clary.
Komizmy słowne i sytuacyjne mają się w najlepsze, a ja odpływam myślami, gdyż spektakl w tym momencie staje się po prostu… nudny. Zastanawiam się, czy klimat weneckiej zabawy zostanie w końcu oddany z należytym rozmachem; nurtuje też mnie postać Rasponiego, który początkowo intrygujący, z czasem zaczyna irytować. Wreszcie też, spoglądając na zagubionego Arlekina, odliczam chwile do momentu, w którym Dawid Żłobiński będzie mógł wykazać się swoim bezapelacyjnym talentem, a sama postać (i jej bądź co bądź – tragizm) zostanie należycie uwypuklona.
W trakcie tych rozważań coś się zmienia. Na szczęście na lepsze, bo oto widownia zostaje, wreszcie, porządnie zaskoczona. Poznajemy brawurowo zagraną przez Macieja Pestę postać Florinda Aretusi. Gołym okiem widać zarówno sympatię, jaka łączy aktora z bohaterem, jak i niezwykły talent tego pierwszego. Pesta stworzył postać łączącą cechy największych ekscentryków kina, czym wywoływał przy każdym wejściu na scenę (nie wspominając o brawurowym, rozśpiewanym finale) uśmiechy podziwu na twarzach widzów. I, z ciężkim sercem, ale jednak, trzeba przyznać, że po prostu uratował tę sztukę – obfitującą, szczególnie w pierwszym akcie, w przydługie sceny, nużące dialogi i ogólne „rozmemłanie”. Wniosek jest prosty - gdyby każdy z aktorów miał na siebie pomysł równej wagi, co osobowość Florinda, oglądalibyśmy na kieleckiej scenie kreatywne widowisko, z którym dopiero wtedy godnie współpracowałyby oszczędna, lecz wykorzystująca walory kieleckiej sceny scenografia i rozrywkowa ścieżka dźwiękowa.
Chwaląc Macieja Pestę nie mogę zapomnieć o kreacjach Dawida Żłobińskiego i Beaty Pszenicznej w roli służącej Smeraldiny, których wspólna scena w drugim akcie potrafi rozbawić do łez. Nawet moja uwaga dotycząca zatracenia problematyki, którą reprezentował Arlekin podczas owego dialogu, traci na swojej kategoryczności. Co nie oznacza, że wyzbywam się tego poglądu całkowicie. O nie. Faktu, iż reżyser niedokładnie wyważył wartości, które winien przekazać nie da się ukryć. Pozostaje mieć nadzieję, że w miarę upływu czasu świadomość twórców będzie coraz większa, a spektakl stanie się bardziej spójną i przemyślaną produkcją.

Peter Turrini Sługa dwóch panów, reżyseria Bartłomiej Wyszomirski, scenografia Iza Toroniewicz, polska prapremiera- Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach marzec 2011

Autor: Karolina Nieckarz