O Joannie co chciała Filipa

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
30 maja 2012

Joanna Szalona; Królowa Jolanty Janiczak to sztuka nie dla każdego odbiorcy. Ci konserwatywni w swych gustach i ukosem spoglądający na chociażby Białe małżeństwo czy Hamleta – premiery zeszłego sezonu - prawdopodobnie nie będą usatysfakcjonowani spektaklem w reżyserii Wiktora Rubina. To teatr nowoczesny, definitywnie przekraczający wiele barier funkcjonujących na klasycznych scenach. Jednych zaintryguje, innych oburzy, na próżno doszukiwać się będziemy głosów obojętnych. Z drugiej strony, wszak kielecka widownia zdążyła już dotknąć tematów kontrowersyjnych i oswoić się z niewybrednymi dowcipami chociażby z narządów płciowych. Zahartowanym doświadczeniami z ubiegłego sezonu okiem na spektakl Rubina spogląda się z małym niedowierzaniem, że we współczesnym teatrze można pójść jeszcze o krok dalej.

Joanna Szalona; Królowa to przede wszystkim uniwersalna historia kobiety nieszczęśliwej, chorej z miłości do swego rozwiązłego, złajdaczonego męża. I właśnie wątek małżeństwa Joanny z Filipem wysuwa się na pierwszy plan w przedstawieniu Rubina. Relacje kobiety z apodyktyczną, władczą matką czy ojcem – seksualnym prześladowcą z przeszłości tylko pogarszają stan nie radzącej sobie z okrutną rzeczywistością następczyni tronu. Tragedia Joanny została wspaniale oddana przez Agnieszkę Kwietniewską. Jej postać jest bezpośrednia i nieobliczalna – a mimo to wzbudzająca współczucie choćby swymi nieudanymi próbami przypodobania się mężowi. Ta wielowymiarowość, sugestywnie ukazana przez aktorkę śmiało można uznać za sukces sceniczny, który przypieczętowują już w pierwszej połowie spektaklu znakomicie powiedziane monologi bohaterki. Partnerujący Kwietniewskiej Tomasz Nosinski w roli księcia Filipa uzupełnia obraz absurdalnego i brutalnego świata. Jest zimny, nieczuły, rozpustny i okrutny, a jednak jest całym życiem dla spragnionej miłości Joanny. Relacja między małżonkami została ukazana przez aktorów bardzo wyraziście.
Obok ich historii widz musi zmierzyć się z mnogością bodźców napływających ze sceny. Joanna Kasperek w roli królowej matki dyktatorki znakomicie demonstruje królewską władzę, wydaje rozkazy i kpi z nieudanej córki, by w końcu, po swojej smierci ujawnić drugą twarz. Jej sceniczny mąż, król Ferdynand, którego gra Dawid Żłobiński wbrew pozorom również wywołuje lęk u widza (przynajmniej tak było w moim przypadku), choć nie do końca czytelne jest, co ów lęk powoduje – czyni to postać jeszcze bardziej niepokojącą. Również bardzo ciekawym, a zarazem wzbudzającym śmiech (przez łzy) bohaterem jest syn pary królewskiej - Karol. Ten niedoskonały, z początku 10-latek grany przez Wojciecha Niemczyka od pierwszej kwestii potrafi zaskarbić sobie sympatię widzów. Karol to obserwator życia swojej rodziny. Niedoceniany i zapomniany próbuje różnymi sposobami zwrócić na siebie uwagę. Trafnie i bezlitośnie ocenia dziejące się wydarzenia, a czasem po prostu daje odpocząć widzowi od natłoku kłębiących się negatywnych emocji. W tle zdarzeń zobaczyć możemy Edwarda Janaszka jako służącego Murzyna, Dagnę Dywicką w roli kuszącej Wolności i Macieja Pestę, który mimo niewdzięcznej roli swego rodzaju narratora znakomicie wpisuje się w sceniczny obraz przypominając tym samym historyczny aspekt spektaklu (wystąpienia pocieszne i momentami absurdalne jak wyjątkowy kostium, który ma na sobie).
Poza aktorami tym, co na pewno przykuwa uwagę jest scenografia Mirosława Kaczmarka. Aktorzy wydają się być zamknięci w złotym pudle, w którym toczą się wszelkie możliwe tragedie i komedie życia. Akcenty w postaci stołu, za którym zwykł jadać Karol, czy wieża w Pizie symbolizująca miejsce uwięzienia Joanny, to przykłady elementów dopełniających całe widowisko – dzięki nim spektakl wydaje się być kompletny pod względem estetycznym. Odnoszę natomiast wrażenie, że aspekt emocjonalny, to w wypadku tego przedstawienia rzecz indywidualna. Jestem pewna, że ilu odbiorców, tyle indywidualnych spojrzeń na historię królowej. Bo choć (najczęściej) rzeczywistość, w której żyjemy nie jest ani pozłacana, ani symboliczna, to być może niejeden z nas doszukałby się szaleństwa, jakie dopadło Joannę w samym sobie?

Jolanta Janiczak Joanna Szalona; Królowa, reżyseria Wiktor Rubin, scenografia Mirosław Kaczmarek, polska premiera, Teatr im. S. Żeromskiego w Kielcach wrzesień 2011

Autor: Karolina Nieckarz